czwartek, 5 czerwca 2014

30 day drawing challange i LIEBSTER kolejny raz :)

Myślałam, że będzie szybciej, ale jakoś tak rozwlekło mi się w czasie zbieranie do notki- jak zwykle, wolę przecież malować, niż pisać.
Więc dzisiaj tak raczej króciutko, mój 30 dniowy challange rysunkowy oraz odpowiedzi na pytania Liebsterowe, od jednego z moich ulubionych blogów - Mamy w Glanach , dla którego miałam też przyjemność stworzyć nagłówek :)

Ok, czyli challange najpierw- otóż, załozyłam sobie, niesiona falą challengy robionych przez innych artystów, że też postaram się codziennie robić jedną pracę na dany temat- dodatkowo ograniczając się do max 30 minut. Niestety, nie zrobiłam wszystkich prac, przewidzianych na 30 dni, ale mam plan skończyć- kiedyś, słowo klucz :)

Dzień pierwszy - narysuj siebie
 Dzień drugi- narysuj dowolną część ciała
 Dzień trzeci- narysuj to, czego w sobie nie lubisz
(nie lubię mojego robaczywego wnętrza- wina dnia najwidoczniej:))
 Dzień czwarty- narysuj swój sen (moje sny to spokojnie temat na twórczość do końca życia :))
 Dzień piąty - jak dzisiaj wygladasz? (tak, noszę czapkę po domu czasami :))
 Dzień szósty - narysuj coś na czarnym tle (tutaj trochę dłużej niż pół godziny wyszło, ale się wkręciłam :))
 Dzień siódmy- ulubiony cytat. Ssę, jeśli o typografii mowa
Dzień ósmy- czerń, biel i czerwień
Dzień dziewiąty - co nosisz w torebce
Akurat jechałam wtedy do kumpla na parapetówkę- Poznań zniszczył mi wątrobę:)
Dzień dziesiąty - bazgroły- tym razem zapis bardzo nocnego powrotu z Poznania do Łodzi - były przygody, walka na katany w przedziale dla obsługi, granie i śpiewanie, do domu dotarliśmy o 2 w nocy, więc jeszcze usiadłam i pokolorowałam :)
Dzień jedenasty - obecny stan uczuciowy. Jak to na kacu, smutek i weltschmerz :)
Dzień dwunasty- ulubiona potrawa
Dzień piętnasty (tak, dwa opuściłam, bo prace były wybitnie słabe:)) - ulubiona postać z filmu/serialu. Jestem wierna moim fascynacjom młodości- Spock <3

Dzień szesnasty- za czym tęsknisz? Nie myślałam, że kiedyś to napiszę, ale za czasami studiów, rysowaniem milion razy tego samego na przebitkach, malowaniem celuloidu, uczeniem się o kamerach....dredy też fajnie byłoby mieć :)
Dzień siedemnasty - ulubiona bajka z dzieciństwa. Ktoś zgadnie, jaka?:)
Dzień osiemnasty - Twoje marzenie
Dzień dziewiętnasty - Ty za 30 lat :D
 Dzień dwudziesty - skończ stary rysunek
Dzień dwudziesty pierwszy- czego teraz potrzebujesz
Dzień dwudziesty drugi - Gdybyś mogłą być kimkolwiek, kim byś była? Może mało to widać po samej pracy, ale zombie hunterem :)
Dzień dwudziesty trzeci- jak ci minął dzień?

Niestety, na tym się skończyło - 23 to jakaś moja szczęśliwa liczba chyba:) Mam nadzieję, że kiedyś skończę czelendż, chociaż zgubiłam kartkę z tematami na kolejne dni:)

Ok, a teraz po raz kolejny  Liebster Blog Awards - ogólnie nominują inni blogerzy, za "dobrą robotę". Dostałam po raz czwarty, co mnie na maksa dziwi, bo ani jakaś ze mnie blogerka, ani nic, zaniedbuję to cudo jak tylko mogę, więc bardzo mi miło, że w ogóle ktoś to czyta i jeszcze ma pozytywne odczucia:)

Tym razem nominacja od Mamy w Glanach.
1. Co sądzisz o moim blogu?

Jest jednym z moich ulubionych- sama dzieciata nie jestem, ale mam dużo znajomych rodziców- motocyklistów, muzyków rockowych, wszelkie dziwadła i freaki, wiem jak to wygląda i bardzo się cieszę, że taki blog jest - i że właśnie mnie przypadła w udziale przyjemność zaprojektowania mu nagłówka, hłe hłe:)
2. Czym ta wiosna różni się od poprzednich? A może nie różni się wcale?

hmmm, u mnie wiosna to taki okres przestoju życiowego, robi się goraco- co negatywnie odbija się na moim zdrowiu, mam bardzo niskie ciśnienie i funkcjonuję na zwolnionych obrotach. Poza tym przed latem, sezonem koncertowo-imprezowym zawsze ejst moment na nabranie sił:) Ta wiosna jest nawet nienajgorsza- głównie dlatego, że mój Luby tym razem nie wyjechał na 3 miechy do Szwecji:)

3. Ulubiona bajka z dzieciństwa.
Jest nawet powyżej ilustracja :) Więc nie zdradzę, może ktoś zgadnie. Poza tym- dla mnie, jako 7-8 letniego dzieciaka, bajkami były filmy, które ogladałam z ojcem, kiedy mama miała nocny dyżur w szpitalu- wszelkie Noce i Dni Żywych trupów, horrory niskobudżetowe puszczane po 23 w telewizji we wczesnych latach 90tych:)

4. Rzecz, którą postanowiłaś koniecznie w życiu osiągnąć, to?

Chyba osiągnąc maksimum w tym, co lubię robić- w sumie mission impoissible, im lepiej robie to co robię, tym więcej widzę braków i niedoróbek:)

5. Wilkołaki, wampiry, zombie, a może jakieś inne? Ulubiony potwór to...

ZOMBIE, to chyba aż za bardzo widoczne :P Chociaż to bohater zbiorowy, natomiast jeśli chodzi o konkretną postać- potwór żyjący naprawdę, Vlad Tepes zwany Draculą i Palownikiem. Bohater mojej pracy magisterskiej zresztą:)


6. Najpiekniejsze miejsca w Twoim regionie-pochwal się lokalną atrakcją :)

Łódź, mimo że brudna i syfna, ma naprawdę wiele ciekawych miejsc- zaczynając od wszelkich zabytków po fabrykanckich rodzinach, pałacu Poznańskiego z galerią, pięknych, eklektycznych kamienic w centrum, które obecnie są w rozsypce (bo ważniejsza była budowa fontanny pod Teatrem Wielkim, znanej jako łódzka wagina:)), kończąc na drugiej stronie medalu, czyli całej masie knajp różnego rodzaju....niestety, zupełnie nie są to moje atrakcje, bo wolę sobie w wolnym czasie iśc do lasu, albo pojechać na wieś. I za najciekawsze, najbardziej atrakcyjne miejsce regionu uważam Tum pod Łęczycą, a raczej kolegiatę romańską którą można podziwiać tamże, jeden z najlepiej zachowanych zabytków wczesnośredniowiecznych w Polsce:) Miejsce piękne, ciekawa historia :)
 żródło: http://www.genealogia.okiem.pl

 7. Najbardziej tajemnicze, intrygujące opowiadanie jakie przeczytałaś to...?

"Nigdziebądź" Neila Gaimana :)

8. Czego najbardziej brakuje Ci we współczesnym świecie?

chyba wolności i anonimowości, oraz możliwości odcięcia się od świata :)

9.Kolor przeważający w Twojej szafie?

pewnie nikogo nie zaskoczy, że to czerń:) Nie, nie jestem ultra mroczna, gotycka, mrok, zło, szatany, pentagramy- czerń jest zwyczajnie bezproblemowa, wyszczupla i na każdym wygląda dobrze, do wszystkiego pasuje...a ja nie mam czasu na jakieś wymyślne stylizacje i dobieranie sobie ciuchów:) Lubię kolorowe dodatki, oczojebny makijaż i kolor włosów, więc przynajmniej nie gryzie się to z niczym:)
Poza tym kocham fiolety i fuksje, mam też trochę takich akcentów w szafie. Powoli pojawiają się też nowe wzory i kolory - biel i panterka- nie tylko, jak mój pręgus wlezie do szafy:)
 Najnowszy nabytek - spódnica od Greta Vintage Store, polecam bardzo, szyta na miarę, leży jak widać <3
No i getry w sudoku od Black Garden - nie spodziewałabym się, że je polubię :)

10. Utwór, melodia, piosenka, która doprowadza Cię do łez.

Niezmiennie od wielu lat zaczynam ryczeć, jak tylko ktoś włączy "Alice" Toma Waitsa. Bardzo mnie to emocjonalnie szarpie:)

11. Spotykamy się. O co do picia poprosisz? Soczek, kawa, herbata? :)

wszystko zależy od okoliczności. kawa, a potem zawsze chętnie strzelę brudzia...albo dwa :)


Hmmm, postaram się sklecić coś nowego wkrótce. Przepraszam za byki i chaos :)

wtorek, 25 marca 2014

Jak dawno mnie nie było, laboga! Historia jak zwykle- praca, kamieniołom, plus postanowiłam jeszcze, poza pracą, starać się codziennie chociaż zacząć z sensem cokolwiek innego - rysunkowo rzecz jasna, bo przecież kto by się przejmował czymś takim, jak brudna podłoga, niewyniesione śmieci i insza inszość tego typu.


Nazbierało się do pokazywania mnóstwo- wszystko co w trakcie do obejrzenia na fanpejdżu, a ja wrzucę tylko te prace, które jakoś tam były istotne.

Zaczęło się niewinnie, od długopisowego rysunku pokolorowanego na kompie, który jest taki lekko inszy niż wszystko do tej pory, bo chyba po raz pierwszy od podstawówki zrobiłam czerwone tło:) Ogólnie postanowiłam w tym roku robić wszystko, czego nie robiłam wcześniej, z nadzieją, że mnie to rozwinie. Na początek pomyślałam, że zacznę używać kolorów spoza palety, która mi odpowiada- czerwony, zielony, brązowy, wszelkie ciepłe i ble odcienie.
Jakoś udało się je chyba ogarnąć:)

 Ogólnie kolorowanie szkiców długopisowych, takich lekko z cieniem i w ogóle bardzo mi się spodobało i mam sporo takowych do pokończenia.

Eksperyment nr dwa- monochromatyczność niekoniecznie niebiesko-fioletowa, dużo czarnego- takich rzeczy też dawnom nie robiła. Szczęśliwie zrobiłam sobie kilkumiesięczny maraton Star Treka, w trakcie którego powstała Borg-dziewuszka. Poszalałam trochę ze światłem- nigdy takiego konkretnego nie rysowałam, ale wyszło nad wyraz dobrze...
 Więc przeniosłam to do kolejnej pracy, tym razem bardziej standardowo mojej:)

 No a poza tym, dzięki tym eksperymentom, powstał bardzo moim zdaniem udany portret Dagmary, która wykonuje piękną biżuterię pod szyldem Nietoperzowni . Jakiś miałam niecny plan na trochę secesji, trochę po mojemu, troche mroku, ogólnie tak żeby oddać jej czarowniczy urok, o:)

 No i TADA- postanowiłam co jakiś czas trzasnąc coś realistycznego. Tutaj Arya, na podstawie zdjęcia....tak, wiem, niedopracowana i w ogóle jeszcze 70 godzin wymaga, ale po 3 mi się znudziło i zostanie sobie taka szkicowa:)

 ....typowo babskie klimaty. Ładnie, zwiewnie, różowiutko. Jelonek digitalowy, poniżej pani tradycyjna od a do z. na całkiem dużym formacie, spodobało mi się malowanie na czymś nie wielkości pocztówki:)

I autoportret, pierwszy od bardzo dawna taki- tak, chorowanie wzmaga we mnie twórczy szał, bo w łóżku leżeć trzeba, a w środku nosi....rysowałam całą grypę, pod moją różową kołderką



I w końcu-trochę tematów komercyjnych.Zaczęłam współprace z kilkoma nowymi sklepami, robiąc zupełnie dziwne i inne rzeczy niż do tej pory:)

Ptaków nie rysuję za wiele, podobnie jak i panów - rudobrody drwal jest inspirowany moim Lubym, który pozował jako referencja do całej serii z drwalem- liczącej obecnie prawie 3 obrazki:)




No i trochę moich wzorów, autorskich- do kupienia w Under Dark - będzie więcej, póki co tylko kilka wzorów, plus rzecz jasna te robione dla sklepu nadal do wyrwania:)
Recenzję koszulek robionych w Under Dark możecie poczytać na blogu Czerwony Młyn, który miałam przyjemność zaopatrzyć w grafikę i który prowadzi moja znajoma, Martyna:)


A, no i obiecana sesja foto- w wersji okrojonej, bo część zdjęć jest dla wybrańca- czyli Lorda mojego serca, gdyż sesja była taka trochę z okazji walentynek, a trochę z okazji mojej nieuchronnie zbliżającej się trzydziestki. Chciałabym na starość popatrzeć na te zdjęcia i pomyśleć "i na cholere miałaś tyle kompleksów, debilu?":)
Tak, jestem bardzo zakompleksioną osobą, bardzo nie podoba mi się wiele rzeczy w moim wyglądzie, charakterze, ogólnie jak mam zły dzień, to nic mi się nie podoba:)
Postanowiłam troche z tym powalczyć, i dzięki moim wyjątkowym przyjaciołom miałam okazję pierwszy raz w życiu8 poczuć się piękna, seksowna do granic i w ogóle łojezu, laboga, taka wspaniała:)

Autorem zdjęc jest rzecz jasna mój ulubiony pan fotograf, Kuba Staniecki, którego dzieła inne można obejrzeć na facebooku. Autorką mejkapu i właścicielką przybytku, w którym sesja miała miejsce, jest moja najulubieńsza pani wizażystka, SDV Makeup. Razem nawet z kupy gruzu zrobiliby Mss Gruzji, więc nie ma się co dziwić, że ja wyszłam tak bosko.Większość zdjęć z sesji nie ma nawet retuszu:)


Bielizna kombinowana na szybko, codzienna, niestety nie dysponowałam ani sensownym pasem do pończoch, ani nylonami, których zresztą nie mogę nosić, więc jest tak pół retro, pół przypadkiem:) Gorset Rebel Madness- powoli czaję się na 20', schudłam sporo od czasu sesji i jest już luźnawy w talii:)
Biustonosz, majtki, pas i pończochy-wyrwane na lokalnym łódzkim rynku, gdzie kupienie stanika 65GG za 19 zł jest wykonalne:)
Buty łóżkowe z przeceny- w ogóle nie czuć. Nienawidzę wydawać na ciuchy i buty kasy, bo mi zwyczajnie szkoda, wiec tne koszta ile wlezie:) 

Eniłejs, oto kilka zdjęc z sesji:






Reszta, bardziej porozbierana, dla małżonka:) a poniżej-tylko lekka autoironia:P a wszystko wina Lucyny, kocicy która łaskawie zezwoliła mi wywalać się na jej przestrzeni życiowej:)



I na dzisiaj- to tyle wszystkiego, notka na szybko. Następnym razem- w końcu mój 30 dniowy rysunkowy challange, którego nie mogę skończyć- może się zmobilizuje:)



wtorek, 25 lutego 2014

Kilka osób, na blogu, na facebooku, na deviantarcie, i na grupach forach, pytało mnie, jak robię to czy tamto na akwarelowych portretach- więc oto jest, pierwszy w życiu akwarelowy tutorial, w którym krok po kroku (mam nadzieję) będzie można prześledzić, co i jak...niekoniecznie dlaczego, bo zazwyczaj jak coś maluję, to bez konkretnego planu czy pomysłu.

Na zachętę- zlepek detali i różnych elementów prawie skończonej pracy...a co wyjdzie- zapraszam do czytania:)




Serio, dokumentację fotograficzną i opisy wszystkiego robię pierwszy raz, mimo mojego zakrawającego o podeszły, wieku, więc proszę o wyrozumiałość i łagodny wymiar kary.




warsztat pracy mam jaki mam, z racji zawalenia biurka wszelką elektroniczną zarazą, maluję na łóżku, oglądając serial, za sztywny kawałek podłoża mając stary obraz olejny na tekturze. Dysponujący biurkiem mogą pominąć ten element:)
Oprócz tego to, co do akwareli- widocznych w postaci zasyfionego kwadratu z kolorkami- czyli pędzli i wody, należy się wyposażyć w szmatki, chusteczki, perfumy, oraz biały akryl. Kot nie jest konieczny:) Mąż też nie bardzo, przynajmniej nie do malowania:)

Zaczynamy rzecz jasna od szkicu- delikatnego, nieprzeładowanego detalami, ogólnego zarysu twarzy.
Na szkic nakładam bardzo rozwodnioną, jasnoniebieską farbę, zaznaczając mniej więcej rzeźbę twarzy- czyli ogólnie maluję tam, gdzie jest ciemno, elementy jasne i wypukłe zostawiam w spokoju.

Później stopniowo nakładam farbę o coraz bardziej nasyconym kolorze, z domieszką innego, ciemniejszego odcienia błękitu
Od ogółu do szczegółu, jak mawiał mój nauczyciel rzeźby w studium teatralno-filmowym, w którym wytrzymałam aż rok, i rzeźba zdecydowanie najwięcej mnie nauczyła. Więc najpierw nakładam plamy większe, później cieniuję dokładniej poszczególne elementy twarzy.

Przy okazji dodaję też trochę różu, żeby nie było nudno:)

dodaję bardziej intensywne cienie...i w tym momencie wpadłam na bardzo głupi pomysł, zrobienia kwiatów tam, gdzie kończy się szyja postaci- co było strzałem w stopę, bo nie wyszły one jakoś szczególnie widowiskowo, ale jakoś wybrnęłam z tego konceptu....


oczy lubię najbardziej, dlatego zazwyczaj jest przy nich najwięcej ozdobników, rozprysków itp. Lubię rozlewajacą się przypadkowo farbę, dlatego używam dość sporej ilości wody, żeby pigment sam decydował, jak się układać. Lubię też chlapać- im bardziej farba rozwodniona, tym jaśniejsze kropki, tym ich więcej i tym większe są - trzeba popróbować z optymalnym namoczeniem pędzla dla uzyskania pożądanego efektu:) Ogólnie kropkowanie polega na pacnięciu kilka razy mokrego pędzla nad obszarem do zachlapania:) (przepraszam za mój manikir:P)


Przy powiece nałożyło mi się za dużo koloru- farba była mokra, więc bez problemu zebrała się na chusteczce dociśniętej do tego miejsca...jeślijejst już mniej więcej sucha, wystarczy dodać wody:) Można w ten sposób robić fajne efekty również na późniejszym etapie i na ciemniejszym obszarze.



Dokładam fioletu i granatu tam, gdzie powinno być najciemniej, twarz zaczyna powoli przypominać bryłę:)
 I tutaj właśnie przekonuję się, jak poronionym pomysłem były te róże - nie wygląda to dobrze:/

Kombinowania przy oku ciąg dalszy- róż plus perfumy. Ogólnie akwarela bardzo fajnie zachowuje się, kiedy potraktować ją alkoholem....niestety, dysponując tylko Jackiem Danielsem i perfumami, których mój Luby nie trawi, wybrałam oczywiście te drugie - pryskanie na niezupełnie suchą, ale nie nazbyt rozwodnioną farbę robi właśnie taką fajną "mgiełkę" kropek koloru, bardzo delikatną, dlatego słabo ją tutaj niestety widać....

lepiej widoczna jest tutaj, ale to już prawie skończona praca, więc nie będę zdradzać za wiele:)

Ogólnie efekty uzyskane alkoholem są bardzo różne,warto się pobawić z rozpylaniem i malowaniem.

Postanowiłam, że twarz będzie wychodziła z tła przez plamę intensywnych, ciemnych kolorów po prawej stronie- znów widać, że róże są kiepskie...Kolor nakładałam kilka razy, głównie dlatego, że akwarelą nie da się uzyskać bardzo kryjącego efektu, nakładajac ją raz. No i przejścia miedzy odcieniami błękitu, fioletu i różu wyszły ciekawiej:)

jak widać wyżej, zaczęłam nakładać kolejne maźnięcia, kropki, rozpryski i takie tam wokół oka postaci:


 Tu widać jak fajnie farba "skula się" na obszarze wcześniej tkniętym perfumą:)
 Ogólnie- najciemniejsze kolory nakładamy na koniec, bo później ciężko je przykryć czymś jaśniejszym (chociaż nie ma rzeczy niemożliwych:)
Zaszalałam, ciapnęłam żółtym- pomysł średni, no trudno, niech będzie i tak:)

trochę nachlapałam też wokół róż- żeby zakryć ich kijowość...no niestety.
I kiedy gdzieniegdzie jest jeszcze mokro- hop siup, praca do pionu, i obserwujemy, jak ładnie spływa:) Gdyby były okolice, które absolutnie nie powinny mieć zacieku, a jest opcja, że tak się stanie- polecam płyn maskujący do akwareli. Ja nie używam, ale wiem, że sporo ułatwia:) Mnie to trochę psuje sam koncept "niech się dzieje, co chce" w tego typu portretach:)



Kwiaty są padskudne - wpadłam na pomysł potraktowania ich kredkami akwarelowymi w różnych odcieniach błękitu, żeby nadać im odpowiedni kształt i rzeźbę.



na papierze fakturowanym nie wygląda to zachęcająco, ale po potraktowaniu mokrym pędzlem jest już lepiej....
 To ta po lewej- po prawej dodałam głębi w ciemnych miejscach, a elementy bardziej wypukłe potraktowałam białym akrylem- bardzo ładnie się sprawuje na akwareli.
 Różowe kwiaty były chyba jeszcze gorsze, toteż namalowałam je różową akwarelą zmieszaną z akrylem- żeby ładnie pokryło wersję spodnią....
Tadam- zdecydowanie przypomina to róże, a nie jakieś kupy:) Żeby wyszły jeszcze bardziej do przodu, dodałam cień wokół szyi i twarzy postaci.
Tak, widać tam trochę kanarkowej żółci-kredka akwarelowa zawołała do mnie "mamo" i musiałam dodać jakieś wściekłe akcenty tu i tam:)

Oczy lubię najbardziej-dlatego zazwyczaj poświęcam im najwięcej uwagi i czasu.
Tęczówka była chwilę wcześniej, dodałam tylko ciemniejsze kreski, lekki cień od powieki, obrys oraz rzęsy. No i źrenicę, a jakże:)

ten fragment wydawał mi się za ciemny, więc jak pisałam wcześniej- odrobina wody, chusteczka i jest ładna, jaśniejsza plamka:)



Teraz część druga, czyli biały akryl, najmniejszy pedzelek i jazda.


Bardzo lubię białe kropki, i jeśli jakiś element pracy wydaje mi się zbyt płaski i nudny, robię takie "perełki" Dodatkowo pryskanie rozrzedzoną białą farbą daje fajne efekty- polecam robienie takich efektów również szczoteczką do zębów:) trzeba trochę opanować bryzganie, żeby były to kropki, a nie przecinki:)

zamalowałam też kawałek tego, co trochę nieszczególnie wyszło- zrobił się niezamierzony chaos- biały akryl jest zawsze najlepszy na koniec pracy, można zamalować wszelkie niedociągnięcia, poprawić np. bliki w oku i takie tam drobiazgi:)


Bardzo lubię też czasem dorysować coś jasną pastelą - uwielbiam, kiedy plamy nie są płaskie, mają jakieś delikatne zawijaski, ogólnie fakturę, która nie jest bijąca po oczach, ale jak się przyjrzeć, to wszędzie gdzieś się coś dzieje.
Prace spryskałam fiksatywą- może być też lakier do włosów- to umożliwi mazanie po ciemnych obszarach tak, by jasny kolor był widoczny, bo nie zmiesza się z utrwaloną warstwą.


Dodałam delikatne kreski tu i tam.


A tak prezentuje się wersja ostateczna- mam świadomość, że nie jest to najlepszy z moich portretów, ale przez ciągłe fotografowanie uciekł mi spontaniczny urok:P
Skan, po lekkiej obróbce wygląda następująco.





Igólnie- kocham akwarele, mają niesamowite możliwości, jak ktoś lubi kombinować. Warto poszaleć z alkoholem, solą, szmatkami z różnych materiałów, utrwalaniem fiksatywą i mazaniem kredką czy pastelą po ciemnym tle- myślę że sprawdzi się to nie tylko przy tego typu portretach, ale też przy bardziej realistycznych:)

Jako że powyższy portret nie jest wybitny, niżej kilka innych, moim zdaniem lepszych:)






Mam nadzieję, że tutorial nie jest jakiś dramatycznie zły, i że się komuś na coś przyda- ja chętnie zobaczę efekty:)


Tymczasem, szykuje się kolejna notka- ze wszystkim tym, co działo się pomiędzy tutorialem, a Liebsterem:) Dużo prac, w tym zupełnie nietypowych jak dla mnie, i trochę się też pochwalę sesją foto, którą zrobiłam na Walentynki:)