wtorek, 25 lutego 2014

Kilka osób, na blogu, na facebooku, na deviantarcie, i na grupach forach, pytało mnie, jak robię to czy tamto na akwarelowych portretach- więc oto jest, pierwszy w życiu akwarelowy tutorial, w którym krok po kroku (mam nadzieję) będzie można prześledzić, co i jak...niekoniecznie dlaczego, bo zazwyczaj jak coś maluję, to bez konkretnego planu czy pomysłu.

Na zachętę- zlepek detali i różnych elementów prawie skończonej pracy...a co wyjdzie- zapraszam do czytania:)




Serio, dokumentację fotograficzną i opisy wszystkiego robię pierwszy raz, mimo mojego zakrawającego o podeszły, wieku, więc proszę o wyrozumiałość i łagodny wymiar kary.




warsztat pracy mam jaki mam, z racji zawalenia biurka wszelką elektroniczną zarazą, maluję na łóżku, oglądając serial, za sztywny kawałek podłoża mając stary obraz olejny na tekturze. Dysponujący biurkiem mogą pominąć ten element:)
Oprócz tego to, co do akwareli- widocznych w postaci zasyfionego kwadratu z kolorkami- czyli pędzli i wody, należy się wyposażyć w szmatki, chusteczki, perfumy, oraz biały akryl. Kot nie jest konieczny:) Mąż też nie bardzo, przynajmniej nie do malowania:)

Zaczynamy rzecz jasna od szkicu- delikatnego, nieprzeładowanego detalami, ogólnego zarysu twarzy.
Na szkic nakładam bardzo rozwodnioną, jasnoniebieską farbę, zaznaczając mniej więcej rzeźbę twarzy- czyli ogólnie maluję tam, gdzie jest ciemno, elementy jasne i wypukłe zostawiam w spokoju.

Później stopniowo nakładam farbę o coraz bardziej nasyconym kolorze, z domieszką innego, ciemniejszego odcienia błękitu
Od ogółu do szczegółu, jak mawiał mój nauczyciel rzeźby w studium teatralno-filmowym, w którym wytrzymałam aż rok, i rzeźba zdecydowanie najwięcej mnie nauczyła. Więc najpierw nakładam plamy większe, później cieniuję dokładniej poszczególne elementy twarzy.

Przy okazji dodaję też trochę różu, żeby nie było nudno:)

dodaję bardziej intensywne cienie...i w tym momencie wpadłam na bardzo głupi pomysł, zrobienia kwiatów tam, gdzie kończy się szyja postaci- co było strzałem w stopę, bo nie wyszły one jakoś szczególnie widowiskowo, ale jakoś wybrnęłam z tego konceptu....


oczy lubię najbardziej, dlatego zazwyczaj jest przy nich najwięcej ozdobników, rozprysków itp. Lubię rozlewajacą się przypadkowo farbę, dlatego używam dość sporej ilości wody, żeby pigment sam decydował, jak się układać. Lubię też chlapać- im bardziej farba rozwodniona, tym jaśniejsze kropki, tym ich więcej i tym większe są - trzeba popróbować z optymalnym namoczeniem pędzla dla uzyskania pożądanego efektu:) Ogólnie kropkowanie polega na pacnięciu kilka razy mokrego pędzla nad obszarem do zachlapania:) (przepraszam za mój manikir:P)


Przy powiece nałożyło mi się za dużo koloru- farba była mokra, więc bez problemu zebrała się na chusteczce dociśniętej do tego miejsca...jeślijejst już mniej więcej sucha, wystarczy dodać wody:) Można w ten sposób robić fajne efekty również na późniejszym etapie i na ciemniejszym obszarze.



Dokładam fioletu i granatu tam, gdzie powinno być najciemniej, twarz zaczyna powoli przypominać bryłę:)
 I tutaj właśnie przekonuję się, jak poronionym pomysłem były te róże - nie wygląda to dobrze:/

Kombinowania przy oku ciąg dalszy- róż plus perfumy. Ogólnie akwarela bardzo fajnie zachowuje się, kiedy potraktować ją alkoholem....niestety, dysponując tylko Jackiem Danielsem i perfumami, których mój Luby nie trawi, wybrałam oczywiście te drugie - pryskanie na niezupełnie suchą, ale nie nazbyt rozwodnioną farbę robi właśnie taką fajną "mgiełkę" kropek koloru, bardzo delikatną, dlatego słabo ją tutaj niestety widać....

lepiej widoczna jest tutaj, ale to już prawie skończona praca, więc nie będę zdradzać za wiele:)

Ogólnie efekty uzyskane alkoholem są bardzo różne,warto się pobawić z rozpylaniem i malowaniem.

Postanowiłam, że twarz będzie wychodziła z tła przez plamę intensywnych, ciemnych kolorów po prawej stronie- znów widać, że róże są kiepskie...Kolor nakładałam kilka razy, głównie dlatego, że akwarelą nie da się uzyskać bardzo kryjącego efektu, nakładajac ją raz. No i przejścia miedzy odcieniami błękitu, fioletu i różu wyszły ciekawiej:)

jak widać wyżej, zaczęłam nakładać kolejne maźnięcia, kropki, rozpryski i takie tam wokół oka postaci:


 Tu widać jak fajnie farba "skula się" na obszarze wcześniej tkniętym perfumą:)
 Ogólnie- najciemniejsze kolory nakładamy na koniec, bo później ciężko je przykryć czymś jaśniejszym (chociaż nie ma rzeczy niemożliwych:)
Zaszalałam, ciapnęłam żółtym- pomysł średni, no trudno, niech będzie i tak:)

trochę nachlapałam też wokół róż- żeby zakryć ich kijowość...no niestety.
I kiedy gdzieniegdzie jest jeszcze mokro- hop siup, praca do pionu, i obserwujemy, jak ładnie spływa:) Gdyby były okolice, które absolutnie nie powinny mieć zacieku, a jest opcja, że tak się stanie- polecam płyn maskujący do akwareli. Ja nie używam, ale wiem, że sporo ułatwia:) Mnie to trochę psuje sam koncept "niech się dzieje, co chce" w tego typu portretach:)



Kwiaty są padskudne - wpadłam na pomysł potraktowania ich kredkami akwarelowymi w różnych odcieniach błękitu, żeby nadać im odpowiedni kształt i rzeźbę.



na papierze fakturowanym nie wygląda to zachęcająco, ale po potraktowaniu mokrym pędzlem jest już lepiej....
 To ta po lewej- po prawej dodałam głębi w ciemnych miejscach, a elementy bardziej wypukłe potraktowałam białym akrylem- bardzo ładnie się sprawuje na akwareli.
 Różowe kwiaty były chyba jeszcze gorsze, toteż namalowałam je różową akwarelą zmieszaną z akrylem- żeby ładnie pokryło wersję spodnią....
Tadam- zdecydowanie przypomina to róże, a nie jakieś kupy:) Żeby wyszły jeszcze bardziej do przodu, dodałam cień wokół szyi i twarzy postaci.
Tak, widać tam trochę kanarkowej żółci-kredka akwarelowa zawołała do mnie "mamo" i musiałam dodać jakieś wściekłe akcenty tu i tam:)

Oczy lubię najbardziej-dlatego zazwyczaj poświęcam im najwięcej uwagi i czasu.
Tęczówka była chwilę wcześniej, dodałam tylko ciemniejsze kreski, lekki cień od powieki, obrys oraz rzęsy. No i źrenicę, a jakże:)

ten fragment wydawał mi się za ciemny, więc jak pisałam wcześniej- odrobina wody, chusteczka i jest ładna, jaśniejsza plamka:)



Teraz część druga, czyli biały akryl, najmniejszy pedzelek i jazda.


Bardzo lubię białe kropki, i jeśli jakiś element pracy wydaje mi się zbyt płaski i nudny, robię takie "perełki" Dodatkowo pryskanie rozrzedzoną białą farbą daje fajne efekty- polecam robienie takich efektów również szczoteczką do zębów:) trzeba trochę opanować bryzganie, żeby były to kropki, a nie przecinki:)

zamalowałam też kawałek tego, co trochę nieszczególnie wyszło- zrobił się niezamierzony chaos- biały akryl jest zawsze najlepszy na koniec pracy, można zamalować wszelkie niedociągnięcia, poprawić np. bliki w oku i takie tam drobiazgi:)


Bardzo lubię też czasem dorysować coś jasną pastelą - uwielbiam, kiedy plamy nie są płaskie, mają jakieś delikatne zawijaski, ogólnie fakturę, która nie jest bijąca po oczach, ale jak się przyjrzeć, to wszędzie gdzieś się coś dzieje.
Prace spryskałam fiksatywą- może być też lakier do włosów- to umożliwi mazanie po ciemnych obszarach tak, by jasny kolor był widoczny, bo nie zmiesza się z utrwaloną warstwą.


Dodałam delikatne kreski tu i tam.


A tak prezentuje się wersja ostateczna- mam świadomość, że nie jest to najlepszy z moich portretów, ale przez ciągłe fotografowanie uciekł mi spontaniczny urok:P
Skan, po lekkiej obróbce wygląda następująco.





Igólnie- kocham akwarele, mają niesamowite możliwości, jak ktoś lubi kombinować. Warto poszaleć z alkoholem, solą, szmatkami z różnych materiałów, utrwalaniem fiksatywą i mazaniem kredką czy pastelą po ciemnym tle- myślę że sprawdzi się to nie tylko przy tego typu portretach, ale też przy bardziej realistycznych:)

Jako że powyższy portret nie jest wybitny, niżej kilka innych, moim zdaniem lepszych:)






Mam nadzieję, że tutorial nie jest jakiś dramatycznie zły, i że się komuś na coś przyda- ja chętnie zobaczę efekty:)


Tymczasem, szykuje się kolejna notka- ze wszystkim tym, co działo się pomiędzy tutorialem, a Liebsterem:) Dużo prac, w tym zupełnie nietypowych jak dla mnie, i trochę się też pochwalę sesją foto, którą zrobiłam na Walentynki:)

7 komentarzy:

  1. ja kompletnie nie mam talentu do farb, niezależnie od wszystkiego, dlatego-pokłony, piękna praca, mimo wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziekuje:)
      heh, ja z kolei nic nie ogarnę ołówkiem czy pastelką, za Chiny Ludowe:P

      Usuń
  2. Amazing blog,I'm new follower hope you can follow me too xoxo

    http://shopaholicbyilda.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sure I will:) thank U very much
      I'm also trying to do this tutorial in english:)

      Usuń
  3. Jestem kompletnie zszokowana!Masz niesamowity talent!Kiedy zobaczyłam ten obraz odrazu się zakochałam :) Szkoda,że ja nie mam talentu do posługiwania się farbami.To jest serio fantastyczna praca '_'
    http://weareallthewinners.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. ale piękne *_* a mi się właśnie pierwszy najbardziej podoba :)
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Boże, jakie te prace są piękne *.* Tak bardzo podziwiam, masz ogromny talent... Cudowne.

    OdpowiedzUsuń